Krąg Kobiet luty 2022

Kochane Kobiety, wraz z Tatianą dziękujemy za wspólne bycie i niezapomniane chwile na dzisiejszym Kręgu Kobiet.
Autentycznie, ciepło, blisko.
Mogłyśmy być sobą, wyrazić to, co było w nas prawdziwe i pokazać to. Niesamowite jak zawsze jest to, że bez względu na naszą historię potrafimy czuć kobiecą więź i zaufanie, że jesteśmy rozumiane.
Wczoraj na Kręgu byłyśmy bardzo blisko Ukrainy. Dziś, w dniu inwazji, tym bardziej jesteśmy. Ukraina jest Kobietą
Następny krąg już w marcu, w sobotę 26 ego w godzinach 10-13. Rezerwujcie czas!
Do zobaczenia!

Gdy dzieje się niewyobrażalne

Stało się. Wojna tuż obok. Wojna, której bezsens i absurdalność nie mieści się w głowie. Szok, oburzenie, strach, bezsilność, rozpacz z powodu ludzkiego cierpienia. Jak to się stało? Jak to w ogóle możliwe? Co robić? Czy można jakoś pomóc? Czy jesteśmy zagrożeni? Ciężar tych myśli, emocji aż przytłacza.

Nie wchodzę w to, nie poddaję się spirali nakręcającej myśli, nie podsycam w sobie emocji i pobudzenia tym, co ciężkie.  Zamiast tego oddycham, zauważam świat i ludzi wokół siebie, nazywam emocje, które we mnie chwilami narastają – i pozwalam im odejść, wracam do spokoju w sobie. Nieraz popłaczę w obliczu cierpienia, poczuję siebie i swoje strachy – ale nie dolewam oliwy do ognia, daję czas, żeby ten ogień się wypalił i sam zgasł. Skupiam się na sobie i bliskich. Dbam o spokój. To jest jak bycie w oku cyklonu: szaleje on wokół nas, ale w środku jest cisza i spokój.

Wierzę, że jesteśmy ze sobą połączeni niczym woda w oceanie. Gdy szaleje burza, gdy fale rosną i mogą stać się destrukcyjne, ja mogę być jedną ze spokojnych kropli. Im więcej spokoju, tym więcej… spokoju. Im więcej ciszy, tym więcej ciszy. Bycie przy sobie, opanowanie swojego chaosu, świadome przeżywanie tego, co trudne i odpuszczanie – tak widzę swoje zadanie na teraz.

Wiem, że wtedy jestem na tyle przytomna i zasobna, że mogę się rozejrzeć wokół i dać realną pomoc potrzebującym. Mogę wspierać ludzi w potrzebie, bo sama wcześniej zadbałam o siebie. Mogę być oparciem dla bliskich, bo sama wcześniej dałam oparcie sobie. Jestem gotowa.

 

Co to był za rok! Podsumowanie 2021

Ach, co to był za rok 🙂
Rok, w którym palmę pierwszeństwa przejęły zdecydowanie i bezapelacyjnie moje pierwsze razy. Uświadamiam sobie, jak wiele rzeczy zrobiłam czy doświadczyłam po raz pierwszy, świadomie stając do nowego, nieznanego, czasem z ochotą, czasem trochę w oporze. Zmienia też to, jak siebie postrzegam – daję sobie coraz więcej swobody i zaufania do siebie, rzadziej się wycofuję a bardziej otwieram. Napawa mnie to radością i budzi apetyt na więcej 🙂

Moje pierwsze razy w 2021

⦁ pierwszy rok, kiedy regularnie biegam, choć myślałam, że to nie dla mnie. Nie znosiłam biegania, zawsze najwolniejsza na wf – brrr! I ta nuda jak trzeba było robić kolejne kółka… Kilka lat temu zrobiłam małą przymiarkę do biegania, skończyło się kolejną poważną kontuzją kolana i zniechęciło mnie to już całkiem. Aż do teraz.  Biegam regularnie, niezbyt szybko, fakt, ale za to w równym tempie i całkiem długo daję radę. Otworzyło mi to nowe możliwości: ultra czyli w terenie, po górach. Zero nudy! Piękne widoki, niesamowite doznania, co krok coś się dzieje na trasie. A kolano lubi teren, nie nadwyręża się niepotrzebnie na asfalcie. Bardzo też lubi specjalnie dobrane dla niego buty biegowe – dzięki nim nic się nie dzieje, nic nie boli. Myślałam też wcześniej, że kobiecość, wrażliwość i delikatność czynią ze mnie delikatesik, francuskiego pieska – a dzięki bieganiu widzę, że jestem silną kobietą 🙂

⦁ pierwszy udział w zawodach – i od razu w Rzeźniku w Bieszczadach 🙂 jak nakładałam czipa na nogę, wciąż jeszcze nie wierzyłam, że to robię. A było pięknie! Ciężko, czasami bardzo, ale im dalej do przodu, tym więcej zaufania, że dobiegnę mimo zmęczenia. Niby tylko 12 kilometrów, jednak góry, błoto po kolana i brak wcześniejszego doświadczenia robiły swoje. Był to wysiłek i dałam radę!

⦁ pierwszy wygrany puchar – najśmieszniejsza sytuacja, bo to był mój drugi start, w koszmarnym upale i tylko na 5 km, więc liczyła się prędkość – której nie mam…  A jednak dobiegłam po puchar za 3. miejsce w kategorii, dopingując się nawzajem z młodym chłopakiem, który też ledwie zipał i mówił: Da Pani radę 🙂

⦁ pierwszy półmaraton ultra – Tour de Zbój to jak dotąd najpiękniejsze doznanie biegowe. Na ukochanym Roztoczu (gdzie wbrew pozorom pewne górki są), śladami dziecięcych wakacji, w zachwycie nad tym, co widzę wokół, w zabawie i śmiechu, kiedy walczyłam o życie w koszmarnym błocie i kałużach. I we wdzięczności do pewnego chłopaka, który na bardzo stromym zbiegu i wyślizganym błocie podał mi rękę i oszczędził mi zjazdu na tyłku do bagna 🙂

⦁ pierwszy webinar o rezyliencji po angielsku – taka frajda, że do tej pory się cieszę na samą myśl! Rezyliencja mnie fascynuje, chcę i lubię się nią dzielić, bo widzę, jak wiele to wnosi do życia, znacząco podnosi jego jakość. Kiedy więc pewna amerykańska firma poprosiła mnie o poprowadzenie webinaru o rezyliencji i praktycznych jej zastosowaniach, nie mogłam się doczekać! Jakoś tak jest, że prowadzenie szkoleń po angielsku nastraja mnie wewnętrznie nieco inaczej; granice naszego języka są granicami naszego świata – może to o tę inną przestrzeń chodzi? Czułam się spełniona 🙂

⦁ pierwsze programy szkoleniowe prowadzone na click meetingu – polubiłam prowadzenie szkoleń online, choć myślałam, że realny kontakt z grupą jest niezbędny, by w pełni objąć grupę uwagą i dać prawdziwą jakość. Tymczasem bardzo szybko odnaleźliśmy się w tej wirtualnej rzeczywistości, a mnie jako trenera zmotywowało to do wymyślania nowych sposobów na zaangażowanie uczestników. Korzystałam z fajnych narzędzi, polecam miro.com i quizme.

⦁ pierwszy rok uczestniczenia w zajęciach online w Rice University – bardzo dobrze przygotowane merytorycznie i praktycznie zajęcia, poszerzające moją wiedzę i praktykę o zastosowania psychologii i neurobiologii w podejściu mindfulness, well-being, resilience. 

⦁ pierwszy rok prowadzenia zajęć z praktyki właściwego oddychania, rozciągania i regeneracji – dzięki temu mogę wspierać biegaczy. Widzę różnicę już po pierwszych zajęciach; potrzebna nam wiedza i świadomość, a następnie praktyka, by łączyć trening fizyczny ze świadomością ciała, oddechu, procesów mentalnych. Wtedy naprawdę możemy więcej, robiąc mniej 🙂

⦁ pierwszy projekt wnętrza, w którym większość podłóg stanowi kamień – przepiękne płyty onyksowe. Jestem bardzo ciekawa efektu końcowego, choć już teraz wnętrze zapiera dech! 

⦁ pierwsze latanie we fly spot – rety! Ale to była jazda bez trzymanki! Weszłam do tunelu z taka pewnością i zaufaniem, że sama się zdziwiłam. Piękne doświadczenie unoszenia się w powietrzu… a zarazem mocne czucie ciała i tego, jak każdy, najmniejszy ruch ma znaczenie i może albo pomóc płynąć, albo spowoduje, że Cię przetrzepie i wykręci na wszystkie strony. Płynęłam 🙂

⦁ pierwsze znaczenie trasy biegowej i kolarskiej – co za frajda! Robisz tak, żeby trasa była zabezpieczona, doskonale widoczna i by nikt się nie zgubił. Czasem trzeba coś poprawić, coś usunąć czy uprzątnąć z trasy, czasem dodać barierki czy taśmy – a wszystko w tempie tuż przed pierwszymi zawodnikami 🙂

⦁ pierwszy raz mama już dwójki dorosłych dzieci – tak, tak, oboje są już dorośli! – i nie wiem, kiedy ten czas zleciał 🙂 Wiem, że oprócz tego, że bardzo ich kocham, bo to moje dzieci, to jeszcze bardzo ich oboje lubię jako ludzi, są tak ciekawi dla mnie i tyle fajnych rzeczy można z nimi doświadczyć. I nikt mnie tyle nie nauczył, co oni – o mnie samej, o życiu, o byciu…

⦁ pierwszy raz sama na szlakach górskich – ja i góry? Owszem, czasami, na krótkich odcinkach, bardziej z przypadku, niż chęci. A teraz – uwielbiam, szczególnie cenię chwile samotności, wyciszenia na szlaku, kiedy słyszę ciszę i swój oddech, czuję rytm ciała i za nim podążam, kiedy patrzę wokół i się cieszę, kiedy moje myśli swobodnie płyną i wszystko się we mnie układa… Pokochałam góry, choć myślałam, że jestem wyłącznie morskim stworzeniem. Woda to mój żywioł, pływanie wpław, na desce, w kajaku… im większa woda, morze, ocean tym lepiej. Uwielbiam! Ale ten rok mnie otworzył na piękno gór. Medytacja w ruchu, we wspinaniu się, bieganiu po górach to piękna nowa jakość dla mnie. Szczególnie gdy szlak pusty i można się poczuć, jakby nie było nic poza tu i teraz, tylko ja i góry.

⦁ pierwszy sernik pieczony w kąpieli wodnej – taka pycha, że się oderwać nie można, kremowość niczym aksamit na podniebieniu 🙂 Po przepis odsyłam na mojewypieki.com  do przepisu na sernik z białą czekoladą.

⦁ pierwszy czerwony płaszcz – kupiony w Citta Alta w Bergamo tuż przed Świętami, otulający ciepłem i nastrojem wyjątkowych chwil. Pragnęłam czerwieni odkąd moja klientka weszła na sesję w malinowej sukni… Płaszcz na wystawie tylko to potwierdził: weszłam, włożyłam, kupiłam 🙂

⦁ pierwszy rok kiedy jako dorosła kobieta chodzę po tym świecie i dobrze się czuję jako ciemna blondynka (tak jak wtedy, gdy byłam dziewczynką), choc całe życie, od 19 roku życia farbowałam się na ciemno.

Ciekawa jestem, czy patrzyliście kiedyś na miniony rok z perspektywy swoich pierwszych razów. Może zrobisz to teraz? 

A jeśli masz ochotę podsumować miniony rok z nieco innej perspektywy, dzielę się tu z Tobą narzędziem przygotowanym w tym celu dla moich klientów coachingowych.